74 Gabriel García Márquez „Jesień patriarchy” (1975, pol. wyd. Carlos Marrodán Casas). Wyznanie – nie przepadam z „Stol lat samotności”, ale za to wolę i cenię inna powieść kolumbijskiego noblisty – tę dużo bardziej surrealistą. I tak jak mieliśmy już literacki klucz (ta sądze
73. Thomas Pynchon „Tęcza grawitacji” (1973, pol. wyd. 2001, przekład: Robert Sudoł). Trudne, skomplikowane, szalone, psychodeliczne, erudycyjne (może nawet czasami trochę zbyt erudycyjne) – co tu dużo pisać, to po prostu wybitna powieść postmodernistyczna. Jeśli czytelnik nie
72. Jean D'Ormesson „Chwała cesarstwa” (1971, pol. wyd. 1975, przekład: Eligia Bąkowska). Powieść francuskiego pisarza i akademika to być może najlepsza powieść o „tym cesarstwie, za którym nikt nie tęskni" - to dość specyficzna literatura, ale na pewno warta uwagi i cenna
71. Alejo Carpentier „Królestwo z tego świata” (1949, pol. wyd. 1968, przekład: Kalina Wojciechowska). Gdyby nie było Jorge Luisa Borgesa, to pewnie moim ulubionym pisarzem iberoamerykańskim byłby Kubańczyk (Borges nie pisał powieści, więc go w rankingu nie ma) – wspaniała
70. Robert Musil “Niepokoje wychowanka Törlessa” (1906, pol. wyd. 1973, przekład: Jerzy Łoziński). To książka wydana na początku zeszłego wieku, ale zadziwiająco nowoczesna – gdyby zmienić nieco język, ubiory i akcesoria to spokojnie można ja uznać za rzecz z drugiej połowy XX
69. Mark Twain „Życie na Missisipi” (1883, pol. wyd. 1967, przekład: Zofia Siwicka). Sam mam się za włóczęgę lub, bo może ktoś coś pochopnie pomyśleć, za łazika i lubię też bardzo literaturę włóczęgowską, a czy znacie lepszą niż to dzieło Twaina? No, może są jakieś, ale nie tak
68. Orhan Pamuk „Nazywam się Czerwień” (1998, pol. wyd. 2007, Danuta Chmielowska). Takie powieści historyczne lubię – tu historia nie jest tylko martwym sztafażem, ale jest żywo odmalowana i podana. Odmalowana to akurat dobre słowo, bo tłem jest tutaj tajemnicza śmierć jednego z
67. José Saramago „Miasto ślepców” (1995, pol. wyd. 1998, przekład: Zofia Stanisławska). Portugalski pisarz uchodzi za twórcę ocenianego bardzo różnie, ale moim zdaniem akurat w tej powieści nie ma specjalnych wątpliwości, że to jest dobra proza, a nawet bardzo dobra.
66. Richard Adams „Wodnikowe Wzgórze” (1972, pol. wyd. 1982, przekład: Krystyna Szerer). Pozostajemy w klimacie fantastycznym (nie, że taki dobry, choć też, tylko, że w świecie fantazji) i w zasadzie nic w tej powieści nie powinno mi się podobać: no właśnie fantastyka, a do tego
65. Louis-Ferdinand Céline „Podróż do kresu nocy” (1932, pol. wyd. 1933, przekład: Wacław Rogowicz). To powieść jak walnięcie młotem – językiem, brutalnością, brudem i ciężkim klimatem, nic dziwnego, że stała się skandalem zaraz po opublikowaniu w latach 30. To też na pewno jeden
64. Arkadij Strugacki & Borys Strugacki „Piknik na skraju drogi” (1972, pol. wyd. 1974, przekład: Irena Lewandowska). Jeśli fantastyka to właśnie taka – bo niby są ci kosmici (albo raczej - byli), jest ziemia po inwazji, cały ten bagaż gatunkowy, ale wszystko to jakieś głębsze,
63. William Faulkner „Absalomie, Absalomie...” (1936, pol. wyd. 1955, przekład: Zofia Kierszys). My się czasem śmiejemy z Amerykanów, że ich kultura taka młoda, tak nic nie znacząca oprócz popkultury, ale nie ma chyba głupszej i bardziej krzywdzącej opinii, a dowodem tego wielkie
62. Marguerite Yourcenar „Kamień filozoficzny” (1968, pol. wyd. 1970, przekład: Eligia Bąkowska). I znów – powieść historyczna, która nie jest po prostu błahą opowiastką z przeszłości, ale chce iść dalej, szukać w przeszłości mocniej i dawać czytelnikowi więcej. Tu dostajemy dużo
61. John Fowles „Kochanica Francuza” (1969, pol. wyd. 1973, przekład: Wacława Komarnicka). Ach jak ja lubię, gdy autor za nic mam schematy myślowe i gatunkowe i wywraca na lewą stronę nasze oczekiwania – tak jak tu. Bo to przecież romans, który jest tak naprawdę antyromansem,bo
60. Kurt Vonnegut „Rzeźnia numer pięć” (1969, pol. wyd. 1972, przekład: Lech Jęczmyk). To książka-legenda i już z tego powodu powinna się znaleźć w moim zestawieniu, ale dla mnie byłoby to za mało. Sprawdziłem zatem osobiście (no, już jakiś czas temu) – ona jest naprawdę taka
59. Georges Bernanos „Pod słońcem szatana” (1926, pol. wyd. 1989, przekład Zofia Milewska). Tak naprawdę Bernanosa to najlepsze są „Dialogi karmelitanek”, ale to jest dramat, więc się nie kwalifikuje do rankingu. Ta, debiutancka, powieść jest gorsza jedynie o potknięcia
58. Umberto Eco „Imię róży” (1980, pol. wyd. 1987, przekład: Adam Szymanowski). Znów debiut literacki, choć zdecydowanie inny od poprzedniej książki, bo tu za prozę wziął się profesor na emeryturze, jak mawiał mój znajomy. No, ale nie byle jaki profesor, bo jednak ktoś kto
57. Shūsaku Endō „Milczenie” (1966, pol. wyd. 1971, przekład: Izabela Denysenko). Bardzo głośna powieść jednego z moich ulubionych pisarzy japońskich, która znana jest tylko dzięki dwóm, według mnie niezbyt udanym ekranizacjom. Zarówno film Shinody z 1971 i Scorsese z 2016 mocno
56. John Fowles „Mag” (1965, pol. wyd. 1982, przekład: Ewa Fiszer). Tu tak naprawdę mam zamiar napisać dużo więcej niedługo, bo jestem… świeżo po lekturze. Wiem, chyba trochę dziwne, ale to było jedno z moich „czytelniczych wstydów”, które bardzo chciałem nadrobić przez
55. László Krasznahorkai „Melancholia sprzeciwu” (1989, pol. wyd. 2007, przekład Elżbieta Sobolewska). O tej książce pisałem na swoim profilu, więc sobie ułatwię i zacytuję sam siebie: „Dawno nie czytałem rzeczy tak pozornie niekoherentnej, poszarpanej, rozkawałkowanej, a
54. Bohumil Hrabal „Czuły barbarzyńca” (1974, pol. wyd. 1997, przekład: Aleksander Kaczorowski). Znakomita powieść o niezwykłym człowieku Vladimirze Boudnika, malarzu i grafiku z którym pisarz się przyjaźnił . Wszystko co najlepsze w prozie czeskiego kumpla od piwa, prawdziwi,
53. John Steinbeck „Na wschód od Edenu” (1952, pol. wyd. 1958, przekład: Bronisław Zieliński). Kolejna „wielka amerykańska powieść XX wieku” (swoją drogą można by ułożyć ranking samych tych powieści - tego jest naprawdę dużo), która jest niby tylko sagą rodzinną kalifornijskich
52. Sándor Márai „Ziemia! Ziemia!... (1972, pol. wyd. 2005, przekład: Teresa Worowska). Pora na pierwszą powieść Wielkiego Madziara, którego nie waham się nazywać Mistrzem. Dla mnie to wspaniała literatura, która w formie powieściowej dotyka najważniejszych spraw ludzkich. Márai
51. Aleksander Sołżenicyn „Jeden dzień Iwana Denisowicza” (1962, pol. wyd. 1989, przekład: Witold Dąbrowski, Irena Lewandowska). Na początek sprawa techniczna – tak, uważam, że to krótka powieść, a nie opowidania czy nowela i zamykam dyskusje nad formą tego tekstu tym samym. I
50. John Barth „Bakunowy faktor” (1960, pol. wyd. 1980, przekład: Sławomir Magala). No dobra, zaczynam pierwszą 50. i tu nie ma już miejsca na żarty, ale w sumie jest – bo przed nami zupełnie fantastyczna podróż w czasie i przestrzeni, która w zwariowanym wehikule prowadzi nas
49. Alejo Carpentier „Podróż do źródeł czasu” (1953, pol. wyd. 1963, przekład: Kalina Wojciechowska). Jakiś czas temu przeczytałem ponownie tę powieść po latach i wciąż uważam ją za jedna z najważniejszych w moim życiu, a Carpentiera za ulubionego powieściopisarza z Ameryki
48. Knut Hamsun „Głód” (1890, pol. wyd. 1923, przekład: Anna Marciniakówna). Wielka powieść kontrowersyjnego Norwega, ale tu zajmujemy się literaturą, a nie rozliczaniem biografii, a ta jest wysokiej próby. Intrygujące studium biedy, samotności, alienacji być może nawet, a do
47. Umberto Eco „Wyspa dnia poprzedniego” (1994, pol. wyd. 1995, przekład: Adam Szymanowski). Według mnie to nie tylko najlepsza powieść słynnego włoskiego profesora semiotyki, ale też… najzabawniejsza. Jest to oczywiście nie zaśmiewanie się do rozpuku, ale radość intelektualna,
46.Thomas Bernhard „Wymazywanie” (1986, pol. wyd. 2004, przekład: Sława Lisiecka). Tak, ja też te dwadzieścia lat temu przeżywałem sporą fascynację Bernhardem i tak, chodziłem na spektakle Lupy. Dziś inaczej na to patrzę oczywiście, ale ta proza mocno zostaje w człowieku i wciąż
45. Émile Zola „Germinal” (1885, pol. wyd. 1959, przekład: Krystyna Dolatowska). Tak to jest właśnie z rankingami – nie sposób zmieścić wszystkich dobrych powieści, trzeba więc wybierać dla niektórych autorów te, które uważamy za najlepsze i „Germinal” jest właśnie moim zdaniem
44. Charles Dickens „Klub Pickwicka” (1837, pol. wyd. 1870, przekład: różni tłumacze, w tym Włodzimierz Górski). Znów zmiana nastroju, bo ze mną nie ma nudy, a tym razem choć wciąż wiek XIX, to bodaj najpogodniejsza książka w historii. Wspaniała gawęda i tu mogę tylko mnożyć
43. Fernando Pessoa „Księga niepokoju Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie”(1982, pol. wyd. 1995, przekład: Janina Z. Klave; Michał Lipszyc). To jedyna pozycja na mojej liście, co do której miałem wątpliwości czy to jest powieść czy inny rodzaj, bo choć jest to moim
42. Patrick White „Voss” (1957, pol. wyd. 1979, Maria Skibniewska). Tu, podobnie jak przy „Magu”, mam całkiem świeże wrażenia, bo książkę przeczytałem kilka tygodni temu i będę chciał niedługo napisać i nie jej więcej, bo to rzecz bardzo mocna i bardzo dobra. Historia ekspedycji
41. Alexandre Dumas „Trzej muszkieterowie” (1844, pol. wyd. 1913, przekład: Stanisław Sierosławski; Joanna Guze). Są takie książki, o których nie ma specjalnego sensu zbyt wiele pisać, bo wszystko już zostało napisane, tak jak w tym wypadku. Tu chyba zgoda, nie? No i powiedzcie
40. John Maxwell Coetzee “Czekając na barbarzyńców” (1980, pol. wyd. 1990, przekład: Anna Mysłowska). Tu, na kolejnych miejscach, będą dwie powieści dość podobne do siebie. Ta, południowoafrykańskiego pisarza to oczywiście rzecz późniejsza i mocno inspirowana, ale to nie jest
39. Dino Buzzati „Pustynia Tatarów” (1940, pol. wyd. 1977, przekład: Alojzy Pałłasz). Tak jak pisałem przy poprzedniej pozycji to w zasadzie para nierozłączna i można te powieści czytać tak naprawdę jako wzajemne uzupełnienie. Tu także mamy nieokreśloną w czasie i miejscu,
38. Anthony Burgess „Mechaniczna pomarańcza” (1962, pol. wyd. 1982, przekład: Robert Stiller). Kto czytał moją biografię (wiem, wiem, zbyt często powtarzam ten żart” ten wie, że lubię okreleśnie „jak obuchem w łeb” na coś, co mnie zwaliło z nóg i nie dało spokoju przez długi
37. John Maxwell Coetzee „Hańba” (1999, pol. wyd., przekład: Michał Kłobukowski). Druga powieść Coetzee w zestawieniu i sam trochę się dziwię, że obie tak wysoko, ale tak widocznie tak musi być. W tym wypadku jednak trudno mieć większe wątpliwości, bo to dzieło znakomite (po tym
36. Edward Morgan Forster "Domostwo pani Wilcox" (1910; wyd. pol. 1977, przekład: Ewa Krasińska, później wznawiana jako "Howards End"). Gdy myślę o literaturze brytyjskiej to chyba najmocniej widzę ten tytuł, bo to w zasadzie swego rodzaju kwintesencja prozy tego kraju.
35. Erich Maria Remarque „Na Zachodzie bez zmian” (1929, pol. wyd. 1930, przekład: Stefan Napierski; Ryszard Wojnakowski). Antywojenna klasyka, która wciąż robi wrażenie, choć kilka kolejnych wojen po jej opublikowaniu przecież było. To chyba jednak tu najlepiej pokazano śmierć
34. Albert Camus „Dżuma” (1947, pol. wyd. 1957, przekład: Joanna Guze). W zasadzie każdy powinien ją znać, bo to chyba wciąż jest lektura szkolna w liceum, ale pewnmości nie mam. Ja czytałem dwa razy i choć ta „kanonizacja” pewnie jakoś tam zaszkodziła tej książce, to dla mnie
33. Hermann Hesse „Wilk stepowy” (1927, pol. wyd. 1929; przekład: Józef Wittlin). To jedna z tych powieści, która czytana w młodości na zawsze zostaje z człowiekiem – tylko kiedy jest się młodym można się tak mocno utożsamiać z antymieszczańskim (no, nie tylko) buntem głównego
32. Mario Vargas Llosa „Rozmowa w „Katedrze” (1969, pol. wyd. 1976, przekład: Zofia Wasitowa). Takie dzieła pisze się razy życiu – tu chyba po raz pierwszy zetknąłem się z terminem „powieść totalna”, która doskonale oddaje uczucia czytelnia po lekturze. Oszałamiająca formalnie,
31. Salman Rushdie „Dzieci północy” (1982, pol. wyd. 1989, przekład: Anna Kołyszko). Autor znany głównie oczywiście z „Szatańskich wersetów”, które są bez wątpienia dobrą rzeczą, ale dopiero to dzieło ja mogę nazwać wielkim. Szeroka, epicka panorama, która zaczyna się w noc
30. J. R. R. Tolkien „Władca pierścieni” (1954–55, pol. wyd. 1961-63; przekład: Maria Skibniewska). Uff, będę pewnie za umieszczenie akurat tej powieści w tym miejscu rankingu raczej hejtowany, ale to i tak bardzo wysoko moim zdaniem. Szanuję bardzo, doceniam pracę i trud
29.Jaroslav Hašek “Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej” ( 1921–1923, pol. wyd. 1931, przekład: Paweł Hulka-Laskowski). Nie wiem na czym to polega, ale mam wrażenie, że I wojna światowa miała jednak więcej, hm „szczęścia” (to chyba średnio właściwie słowo) to
28. Marguerite Yourcenar „Pamiętniki Hadriana” (1951, pol. wyd. 1961, przekład: Hanna Szumańska-Grossowa). Jedna z najlepszych utworów o starożytnym Rzymie, o tyle niezwykłe, że to powieść epistolarna – to właśnie w listach bowiem poznajemy życie i dzieła cesarza Hadriana. A
27. Kazuo Ishiguro „Okruchy dnia” (1989, pol. wyd. 1993; przekład: Jan Rybicki). Wspaniała powieść i choć już pisałem wcześniej, że „Howards End” jest arcyangielska, to ta to chyba nawet przebija, choć nazwisko autora mało brytyjskie (to Anglik urodzony w Japonii). Jest w prozie
26. Bohumil Hrabal „Zbyt głośna samotność” (1976 - w podziemiu, oficjalnie 1989, pol. wyd., przekład: Piotr Godlewski). Największa rzecz od Hrabala, z którą coraz bardziej się utożsamiam. Przejmująca i niezwykle smutna opowieść o Hancie, samotniku zbliżający się do emerytury,
25. James Joyce „Ulisses” (1922, pol. wyd. 1969, przekład: Maciej Słomczyński). Pewnie wielu myślało, że nie będzie, to przecież snobowanie się i pretensja do bycia ę-ą. A tu guzik – jest i bardzo dobrze, że jest, bo to niezwykle ważna i potrzebna książka. Ile razy widziałem
24. Michel Houellebecq „Uległość” (2015, pol. wyd. 2015 (!), przekład: Beata Geppert). Zdecydowanie najlepsza powieść zwichrowanego Francuza (tak, powtarzam się, ale on jest zwichrowany ;-) i chyba najsmutniejsza książka o Europie jaką kiedykolwiek czytałem. Czy to dzieło
23. Josef Škvorecký „Przypadki inżyniera ludzkich dusz. Entertainment ze starymi tematami życia, kobiet, losu, marzeń, klasy robotniczej, tajniaków, miłości i śmierci” (1977, pol. wyd. 2009, przekład: Andrzej S. Jagodziński). Uwielbiam tę powieść i choć oczywiście jak zwykle za
22. Ernst Jünger „W stalowych burzach” (1923, pol. wyd. 1935, przekład: Wojciech Kunicki). I znów I wojna światowa, mam jakiegoś bzika na tym punkcie chyba, ale nic nie poradzę. Jeśli zatrzymaliście się na Remarque'u, to zróbcie krok dalej i spójrzcie na tę wojnę z zupełnie innej
21. Albert Camus „Obcy” (1942, pol. wyd. 1959, przekład: Maria Zenowicz, ale polecam nowe tłumaczenie Marka Bieńczyka). Wchodzimy już w ewidentne rejestry absolutnej wybitności i tu już nie ma ani pomyłek, ani wątpliwości, czy to dobre miejsce dla powieści czy nie. Dla tej moim
20. Cormac McCarthy “Krwawy południk” (1985; wyd. pol. 2010, przekład: Robert Sudół). Czasami tak jest, choć u mnie jednak rzadko, że pierwsze czytanie nie iskrzy i od początku coś nam nie pasuje – mój pierwszy raz z tą powieścią był średnio udany i po prostu się odbiłem (można
19. Fiodor Dostojewski „Biesy” (1873, pol. wyd. 1908, przekład: Tadeusz Kotarbiński). Czy jest lepsza powieść antyrewolucyjna niż ta? Szczerze wątpię, zresztą to w ogóle jest rzecz o tym jak ideologia pochłania ludzi i jak nimi miota. Ludzie zbyt łatwo poddają się doktrynom,
18. Robert Graves „Ja, Klaudiusz” (1934, pol. wyd. 1938, przekład: Stefan Essmanowski). Kolejna powieść-legenda, znana głównie z kongenialnej adaptacji w brytyjskim serialu telewizyjnym (tak naprawdę teatrze telewizji, ale to szczegół). Znakomite studium władzy w starożytnym
17. Evelyn Waugh “Powrót do Brideshead” (1945, pol. wyd. 1970, przekład: Irena Doleżal-Nowicka). Waugh to wybitny pisarz atmosfery i nostalgii, no i oczywiście „arcyangielski”, co Polakowi zawsze imponuje, bo my tego wszystkiego nie mamy, a jeśli mamy to nie takie (tak, tu są
16. Giuseppe Tomasi Di Lampedusa „Lampart” (1958, pol. wyd., przekład: Zofia Ernstowa). W zasadzie dzieło Lampedusy to jest kwintesencja tego, czym jest wielka literatura – dobrym opowiadaniem ciekawych historii w mądry sposób. A tu jeszcze wyjątkowo elegancki i piękny sposób. Tu
15. Thomas Edward Lawrence „Siedem filarów mądrości” (1926, pol. wyd. 1971, przekład: Jerzy Schwakopf). Dobrze, bo tu są kontrowersje czy jedna z poprzednich pozycji, czyli „W stalowych burzach” Jüngera to powieść (moim zdaniem zdecydowanie tak), zatem i tu może być problem, ale
14. Wieniedikt Jerofiejew “Moskwa — Pietuszki” (1969-70, niepełne oficjalne wydanie: 1989, pol. wyd. 1976 (emigracyjne), przekład: Andrzej Drawicz). Być może Jerofiejew zamknął w tych niecałych dwustu stronach cały rosyjsko-sowiecki tragizm – to zatrucie duszy i ciała, które jest
13. William Golding „Władca much” (1954, pol. wyd. 1967, przekład: Wacław Niepokólczycki). To z pewnością jedno z najlepszych przeżyć literackich w moim życiu, kilka razy wracałem i zawsze zostawiała na mnie ogromne wrażenie. Opowieść o grupie chłopców-rozbitków to doskonała
12. Sándor Márai „Żar” (1942, pol. wyd. 2000, przekład: Feliks Netz). Jeśli ktoś myśli, że wielka literatura musi się żywić tylko wielkimi tematami, to ja ten pogląd odrzucam – kameralność, a nawet intymność powieści bywa czasem jej największą zaletą. Tak jak tu – bo to wyżyny
11. Cormac McCarthy „To nie jest kraj dla starych ludzi” (2005, pol. wyd. 2008, przekład: Robert Sudół). Do tej pory żałuję, że wyrzuciłem adaptację braci Coen tej powieści z moje setki najlepszych filmów, ale z książką już tego błędu nie popełnię, bo to dzieło zupełnie wyjątkowe
10. Italo Calvino “Jeśli zimową nocą podróżny” (1979, pol. wyd. 1989, przekład: Anna Wasilewska). Doskonale pamiętam moje pierwsze zetknięcie z tą książką – był 1998 rok, księgarnia PIW na Foksal i ja, który za namową kolegi postanowiłem kupić summę literackich dokonań włoskiego
9. Sándor Márai “Wyznania patrycjusza” (.1934, pol. wyd. 2002, przekład: Teresa Worowska). Największe moim zdaniem dzieło Máraiego (tu dodam od razu, że nie czytałem wszystkiego niestety jeszcze), które zachwyca od pierwszej stronicy do ostatniej. To głęboko refleksyjna podróż do


































































