PrzewodzikKsiążkowy (ranking) 100 najlepszych powieści polskich według Przewodzika 1 września to chyba najlepsza data, aby zaprezentować mój osobisty i całkowicie subiektywny ranking 100 najlepszych polskich powieści – co jak co, ale szkoła też kształtuje nasz gust literacki,
100. Stefan Themerson „Wykład profesora Mmaa” (1953). Żadna książka Themersona nie trafiła do mojej setki najlepszych powieści obcojęzycznych, czego żałuję, bo bardzo lubię (chyba nawet bardziej niż Tołstoja, o którego tak dużo osób się dopominało). I w zasadzie jest to autor
99. Jakub Żulczyk „Ślepnąc o świateł” (2014). I już na niemal samym początku chyba kontrowersje, a moim zdaniem niesłuszne. No co ja zrobię – uważam, że to dobra powieść. I czymże jest siła literatury, jeśli nie tym: biorę dla mnie anonimowego wówczas autora, jestem pełen
98. Wacław Gąsiorowski „Huragan” (1901). Chyba mocno zapomniana powieść zapomnianego już dzisiaj autora, który był niezwykle poczytny na przełomie XIX i XX wieku. Zapomnienie trochę zrozumiałe, ale warto czasem odkurzać zmurszałe tomy, szczególnie chyba właśnie takie starsze
97. Wojciech Kuczok „Gnój” (2003). Bardzo słusznie głośna swego czasu rzecz ze średnia ekranizacją („Pręgi”, 2004), ale trudno było przenieść na ekran gęstą, swoistą opowieść autora, której siła jest w niezwykłym języku, własnym narzeczu wręcz. Historia wchodzi pod paznokcie, ale
96. Wojciech Zembaty „Głodne słońce” (2016). Jedna z najciekawszych rzeczy z fantastyki polskiej ostatnich lat, w której autor wrzucił do literackiego kociołka mity, stereotypy, wyobrażenia i toposy z Ameryki Łacińskiej i kultury azteckiej, dodał chilii i mezcalu, zamieszał i dał
95. Andrzej Kuśniewicz „Lekcja martwego języka” (1977). Ponownie średnio zekranizowana powieść, bo wyszedł z tego potężny snuj filmowy, ale co się nie sprawdza na ekranie, działa dużo lepiej w słowie. A tu rozterki porucznika armii austro-węgierskiej Alfreda Kiekeritza, który
94. Wiktor Gomulicki „Wspomnienia niebieskiego mundurka” (1906). Wspaniała powieść, w której autor wraca do czasów dziecinnych przed powstaniem styczniowym, kiedy jeszcze w Królestwie Polskim nie szalała rosyjska cenzura i carski zamordyzm. Dostajemy zatem po prostu przepiękna
93. Maria Kuncewiczowa „Cudzoziemka” (1936). Koniecznie chciałem dać do rankingu coś tej autorki, bo mam dziwną słabość i wybrałem powieść najbardziej znaną jednak, ale też taką, którą cenię. To bodaj najlepszy, a przynajmniej literacko najlepszy, dojrzały portret kobiety
92. Stanisław Pagaczewski „Gospoda pod Upiorkiem” (1968). Nic na to poradzić nie mogę, że jak tylko zaczynam czytać coś Pagaczewskiego (no, raczej jak kiedyś czytałem, bo jednak dawno niczego nie powtórzyłem), to zaraz zaczynałem rechotać, zupełnie jakby mi ktoś zaczął smyrać
91. Stanisław Ignacy Witkiewicz „622 upadki Bunga czyli demoniczna kobieta” (powst. 1911, pierwodruk 1972). Młodzieńcze dzieło Witkacego to doskonała zapowiedź tego, co z niego później wyrosło (no dobra, on w 1911 roku był już dorosłym facetem, ale potem mu się na pewno
90. Henryk Rzewuski „Pamiątki Soplicy” (1839). Tu nie wiadomo do końca czy to powieść, bo gawęda szlachecka to trochę co innego, ale to spory dobre dla ekspertów, my te gatunkowe spory pomijamy. A ja lubię tę pozycję za coś, co nazywa się „swadą” i co doskonale opisuje dobrego
89. Jan Dobraczyński „Listy Nikodema” (1952). Autor niezwykle popularny w PRL-u, noszący chyba swego rodzaju odium „najbardziej paksowskiego pisarza w dziejach”, co nie brzmi zbyt dumnie. Nie czytałem zbyt dużo jego rzeczy i raczej mi się one nie podobały, z wyjątkiem tej, bo to
88. Flora Bieńkowska „Południe wieku” (powst. 1970, pierwodruk – 2019). Powieść, która nie mogła ukazać się w PRL-u i dopiero 6 lat temu (!) ujrzała światło dzienne. Komunistyczna cenzura nie dość, że zabroniła druku to jeszcze kazała zniszczyć maszynopis i wszystkie kopie, co na
87. Tadeusz Nowak „A jak królem, a jak katem będziesz” (1968). Utwór utrzymany w konwencji ludowej baśni czy też przypowieści, gdzie czasem to, co realne miesza się z fantasmagorią. Sporo tu symboliki i odniesień kulturowych, głównie do ludowości. Bo taka to literatura – jakby
86. Eugeniusz Paukszta „Buntownicy” (1963). Wiadomo, że w kategorii „powieści płaszcza i szpady” to trudno dogonić Dumasa czy Sienkiewicza, ale brawa dla autora, znów zapomnianego chyba mocno, bo jego powieść osadzona w XVII-wiecznych Prusach to całkiem wciągająca sprawa – mnie
85. Emil Zegadłowicz „Zmory” (1935). 90 lat temu powieść wywoła skandal, a Zegadłowicza okrzyknięto pornografem, ale dziś z tej aury zostało chyba tylko mocne, dobre i celne wniknięcie w psychikę dorastającego chłopaka. To niby autobiografia, ale wiadomo, że sporo tu kreacji i
84. Władysław Terlecki „Spisek” (1966). Terlecki to bodaj największych specjalista literacki od powstania styczniowego i ta powieść, rozpoczynająca cykl, jest tego najlepszym przykładem (tu w zasadzie mógłby dać tytuł całości, czyli „Twarze 1863”, bo reszta też dobra). Porządny,
83. Olga Tokarczuk „Księgi Jakubowe” (2014). Wbrew opinii dwóch przeciwstawnych obozów (bo u nas zawsze są jakieś dwa obozy) Tokarczuk nie jest tak genialna jak o niej niektórzy piszą, ale nie jest też tak zła, jak chcą inni. Ja szanuję i doceniam przede wszystkim za rozmach i
82. Stanisław Dygat „Jezioro Bodeńskie”(1946). Literatura narodowa, która nie mierzy się lub nie chce mierzyć się z narodowymi mitami, a szczególnie w takim kraju jak Polska, to zupełna pomyłka. Na szczęście mamy kilka książek, które ten wysiłek podejmują. I do nich należy debiut
81. Michał Choromański „Kotły Beethovenowskie” (1970). Autor znany przede wszystkim z „Zadrości i medycyny”, głośnej powieść przed wojną, ale dla nie to właśnie to dzieło jest jego największym dokonaniem – bo czegóż tu nie ma! Powieść psychologiczna, szpiegowska, obyczajowa,
80. Janusz Krasiński „Na stracenie” (1992). Powieść, oparta na wątkach autobiograficznych, to rodzaj dokumentu spisanego po latach o życiu w ubowskiej celi, ale też utwór starająca się w literacki sposób oddać życie w powojennej Polsce z perspektywy człowieka pozbawionego
79. Włodzimierz Kłaczyński „Popielec” (1981). O tej powieści jeszcze w zeszłym roku nawet nie słyszałem, dlatego muszę pochwalić X, a szczególnie jednego użytkownika, który niestety usunął już konto – Maćka Kunigasa. Przeczytana kilka tygodni temu i już wiem, że to jedna z
78. Radek Rak „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli” (2019). O tej powieści pisałem już na profilu jakiś czas temu i wyrażałem wtedy taką myśl, że moja ocena to „trochę walka między zachwytem nad znakomitą formą i jednak sporymi wątpliwościami, co do treści i
77. Edmund Niziurski „Sposób na Alcybiadesa” (1964). Zdecydowanie moja ulubiona polska powieść szkolna i ogromny sentyment – przeczytana kilka razy, choć teraz boje się do niej zaglądać. Ale chyba już nie muszę – co miało z niej we mnie zostać, zostało i już z tym umrę. Tu nie
76. Rafał A. Ziemkiewicz „Walc stulecia” (1998). W tym roku ma się ukazać wznowienie tej powieści i trochę jednak żałuję, że jej sobie nie odświeżyłem – myślę, że wrażenia byłyby raczej tak samo pozytywne jak ćwierć wieku temu, ale kto wie i wtedy obecność w rankingu, no wiecie.
75. Edward Stachura „Cała jaskrawość” (1969). Podobno ze Stachury się wyrasta, ja też tak myślałem jeszcze kilka lat temu, ale powtórzyłem sobie kilka rzeczy i… nie wyrasta się, przynajmniej ja nie wyrosłem, cokolwiek to znaczy. Wciąż działa, wciąż daje ten impuls do
74. Florian Czarnyszewicz „Losy pasierbów” (1958). Trzecia chronologicznie powieść pisarza, opowiadająca historię polskich emigrantów w Argentynie. Wspaniała proza, choć taka nieoszlifowana, bez całej tej literackiej fatygi, ot, czysta opowieść - z oddechem, szerokim pejzażem,
73. Jarosław Iwaszkiewicz „Czerwone tarcze” (1934). XII-wiek w naszej historii to nie jest chyba częsty temat powieściowy i już choćby dlatego warto na tę powieść autora „Brzeziny” zwrócić uwagę. A tu jest więcej dobrych i ważnych rzeczy, czyli przede wszystkim niezwykle ciekawe
72. Szczepan Twardoch „Drach” (2014). Można mieć oczywiście różny stosunek do poglądów Twardocha, do jego czasem agresywnych wypowiedzi wobec Polski i Polaków, ale trudno mu odmówić, że Śląsk czuje i rozumie, co moim zdaniem najlepiej pokazał właśnie w tej powieści. Bardzo dobra
71. Janusz A. Zajdel „Paradyzja” (1984). Wiadomo, krytycy narzekali, bo to taka „proza inżynierska”, jakaś troszkę koślawa, kanciasta i jest w tym trochę prawdy, ale przecież nie za to ceni się Zajdla, jego się ceni mimo tego. Bo jest za co – niewielu u nas autorów potrafiło tak































