73. Jarosław Iwaszkiewicz „Czerwone tarcze” (1934). XII-wiek w naszej historii to nie jest chyba częsty temat powieściowy i już choćby dlatego warto na tę powieść autora „Brzeziny” zwrócić uwagę. A tu jest więcej dobrych i ważnych rzeczy, czyli przede wszystkim niezwykle ciekawe
72. Szczepan Twardoch „Drach” (2014). Można mieć oczywiście różny stosunek do poglądów Twardocha, do jego czasem agresywnych wypowiedzi wobec Polski i Polaków, ale trudno mu odmówić, że Śląsk czuje i rozumie, co moim zdaniem najlepiej pokazał właśnie w tej powieści. Bardzo dobra
71. Janusz A. Zajdel „Paradyzja” (1984). Wiadomo, krytycy narzekali, bo to taka „proza inżynierska”, jakaś troszkę koślawa, kanciasta i jest w tym trochę prawdy, ale przecież nie za to ceni się Zajdla, jego się ceni mimo tego. Bo jest za co – niewielu u nas autorów potrafiło tak
70. Wit Szostak „Oberki do końca świata” (2014). Co lubię w prozie Szostaka najbardziej to zrozumienie tego, o czym pisze lub przynajmniej chęć zrozumienia, atak jest właśnie tutaj – autor dobrze czuje i łapie tę ludową rzeczywistość. Moim zdaniem ta piękna opowieść o muzyce
69. Adam Wiśniewski-Snerg „Robot” (1973). Pisarstwo Wiśniewskiego-Snerga to rzecz absolutnie osobna i wyjątkowa w naszej literaturze i ciężko ją właściwie zaszufladkować, oczywiście najłatwiej wrzucić do kategorii sci-fi, choć sam pisarz przeciwko temu protestował i nie lubił tak
68. Tadeusz Konwicki „Kompleks polski” (1977). Z twórczości Konwickiego najchętniej wybrałbym tak naprawdę „Wschody i zachody księżyca”, bo to jego najlepsza rzecz, ale jednak nie powieść. W tej wybranej też, jak to zwykle u Konwickiego, sporo z jakiegoś onirycznego eseju, no,
67. Waldemar Łysiak „ Szachista” (1980). Gdy zaczynałem układać listę powieści do rankingu, wiedziałem, że coś Łysiaka musi się znaleźć na pewno, ale szybko okazało się, że mam jakiś ogromny problem z wybraniem książki. A to jedna się zestarzała, a to inna powtórzona
66. Antoni Libera „Madame” (1998). Omawiając niektóre pozycje w moim rankingu polskich filmów lubiłem podkreślać ich elegancję oraz stylowość i tak muszę zrobić też przy tej powieści, która jest na pewno jednym z najlepszych rodzimych utworów prozatorskich końca zeszłego wieku.
65. Tadeusz Dołęga-Mostowicz „Kariera Nikodema Dyzmy” (1931). Idę o zakład, że większość zna postać Dyzmy jednak z serialu, a nie z powieści, a pewne różnice są i dlatego warto ją przeczytać. Dołęga-Mostowicz to był arcysławny przed wojną pisarz, którego nazywano „królem powieści
64. Jerzy Krzysztoń „Obłęd” (1979). Jednego jestem pewien – nigdy nie wrócę do tej wydanej już po samobójczej śmierci autora powieści, bo zwyczajnie nie dałbym rady udźwignąć tego brzemienia, szczególnie, że mam, małe, bo małe, ale jednak własne problemy. Ja nawet nie potrafię
63. Sergiusz Piasecki „Bogom nocy równi” (1938). Piasecki to był chwat nad chwaty jednak i absolutny samorodek pisarski, ja po prostu uwielbiam jego dezynwolturę, hucpę, łapanie przygody, jego wewnętrzne poczucie wolności po prostu (a facet wiedział, co to niewola, bo przecież
62. Stanisław Lem „Solaris” (1961). Najbardziej znana powieść Lema, ale moim, jak zawsze skromnym zdaniem nie jest jego najlepszą, ale wystarczająco dobrą, by znaleźć się w zestawieniu. I trzeba przeczytać, bo jeśli ktoś zna jedynie adaptacje filmowe Tarkowskiego i Sodebergha, bo
61. Hanna Malewska „Kamienie wołać będą” (1946). Pisarstwo historyczne Malewskiej odkryłem całkiem niedawno, stąd i wiele nie przeczytałem, ale to co się udało bardzo cieszy. To niezwykle świadoma, mądra literatura, która rozumie historię i dobrze pokazuje człowieka w jego
60. Wit Szostak „Poniewczasie” (2019). I jakby mnie ktoś zapytał na ulicy o czym to jest, to co mam powiedzieć? Powieść, ale antypowieść, dziennik, ale antydziennik, strumień świadomości przetykany literaturoznawczymi esejami, ale i proza poetycka. Znakomite językowo, intrygujące
59. Melchior Wańkowicz „Ziele na kraterze” (1950). Autora monumentalnej „Bitwa o Monte Cassino” chyba najbardziej cenię za jego rzeczy autobiograficzne, bo trudno mi znaleźć podobną czułość w pisaniu o swoich dzieciach jak u niego. Wspaniała to jest opowieść i przecież też
58. Roman Brandstaetter „Jezus z Nazarethu” (1967–1973). O książce pisałem wcześniej, więc sobie pomogę: „Napisać, że to powieść monumentalna to nic nie napisać – prawie 2,5 tys. stron, 4 tomy. Mnie przeczytanie jej zajęło ok. 3 miesięcy, ale było warto. Brandstaetter, wychowany
57. Włodzimierz Bolecki „Chack. Gracze. Opowieść o szulerach” (2018). Autor, znany literaturoznawca i biograf (znakomita rzecz o Józefie Mackiewiczu), wziął się za postać tytułowego Chacka, czyli Ignacego Chodźkiewicza za bary i wyszło z tego… to. Piszę „to”, bo to NIE JEST
56. Stanisław Lem „Szpital Przemienienia” (1955, 1965). Bardzo doceniłem film na podstawie tej, jednej z nielicznych niefantastycznych powieści pisarza, to czemu nie literacki pierwowzór, szczególnie, że również niezwykle szanuję i lubię. Choć lubię to słowo chyba niezbyt
55. Szczepan Twardoch „Morfina” (2012). Tu pewnie niektórzy będą zdziwieni, ale moim zdaniem (skromnym!) to najlepsza powieść Twardocha, między innymi dlatego, że niezwykle trudno jest stworzyć taką postać jak Konstanty Willemann – w sumie typ odrażający, a wzbudza jakąś dziwną,
54. Józef Mackiewicz „Kontra” (1957). To był mój pierwszy kontakt z prozą Mackiewicza i od razu mocne trafienie – to tak można pisać? Wydawało mi się wtedy, że to absolutne arcydzieło, a potem przeczytałem inne powieści autora i musiałem trochę zweryfikować przyznawanie medali za
53. Marek Hłasko „Następny do raju”(1958). Debiut powieściowy Hłaski odbił się szerokim echem po tym jak publikowano go w odcinkach w kraju, a potem gdy ukazał się w Paryżu i trudno się dziwić – nikt tak wówczas nie pisał, pisarz był jak z innego świata, choć przecież autor był
52. Jerzy Andrzejewski „Miazga” (1979 – drugi obieg, 1981 –oficjalne wyd. ocenzurowane, 1992- pełne wydanie). Powieść-legenda, powieść-klucz, pierwsza polska powieść postmodernistycza, ale przede wszystkim środowiskowe i polityczne rozliczenie znanego pisarza. Otwarta formuła
51. Maciej Hen „Solfatara” (2015). Już samo napisanie ponad 900-stronicowej powieści o Neapolu w XVII wieku w naszych warunkach musi robić wrażenie, a autor dodatkowo utkał sobie wielowątkowa powieść szkatułkową, w której można się mocno zagubić, ale też bardzo ładnie odnaleźć. U
50. Jarosław Borszewicz „Mroki”. (1983). Zaczynamy pierwszą 50. powieścią, jestem o tym przekonany, mało znaną, ale to nie jest jakąś pusta ekstrawagancja z mojej strony, ale uważam, że w tym wypadku mamy do czynienia chyba z najlepszym strumieniem świadomości w naszej
49. Sergiusz Piasecki „Zapiski oficera Armii Czerwonej” (1957). Powieść to oczywiście satyra i mocna groteska , ale w sumie na końcu bliżej jej tak naprawdę do komediodramatu. Bo choć najczęściej jest bardzo śmiesznie, bez dwóch zdań, to jak człowiek przypomni sobie, co Sowieci
48. Jarosław Marek Rymkiewicz „Rozmowy polskie latem roku 1983” (1984 - drugi obieg). Rymkiewicz to przede wszystkim poeta i znakomity eseista historyczny, choć jego pisarstwo wykracza zdecydowanie poza proste ramy gatunkowe. Zdarzyło mu się też napisać powieść, dziś raczej
47. Marek Hłasko „Piękni dwudziestoletni” (1966) Autokreacyjna autobiografia, która stworzyła legendę Hłaski – czy ta legenda dziś trwa? Raczej nie, ale są tylko echa ech tej legendy pewnie, ale moim zdaniem fajnie mieć taką mitologię literacką. Moim zdaniem to po prostu bardzo
46. Wiesław Myśliwski „Traktat o łuskaniu fasoli” (2006). Ostatnia wielka powieść jednego z najwybitniejszych prozaików współczesnych, trudno tu mieć jakieś wątpliwości. Jak zwykle u tego autora narracja jest spokojna, ale niezwykle uważna, dzięki czemu potrafi w niezwykły sposób
45. Jacek Dukaj „Inne pieśni” (2003). W zasadzie 100% Dukaja w Dukaju, bo jest to „dukajszczyzna” co się zowie – skłamałbym, gdybym napisał, że wszystko tu zrozumiałem, powieść z pewnością porządnie mnie oszołomiła, choć mimo wszystko ustałem na nogach. Uff, sporo tu wszystkiego,
44. Stanisław Rembek „Nagan” (1928). Teraz w zasadzie mógłbym powtórzyć jeden wpis za drugim, bo będą dwie powieści cenionego przez mnie bardzo autora, ale oceniam je bardzo podobnie, o podobnych rzeczach one też traktują. Na miejscu niższym stawiam tę debiutancką, ale to w
43. Stanisław Rembek „W polu” (1937). Tak jak wyżej już zaznaczyłem obie powieści Rembeka są dla mnie równie dobre, choć jak tak sobie myślę, to ta późniejsza może jednak nieco dojrzalsza. Dużo żołnierskiej codzienności, ale to naprawdę nie nudzi – jest niezwykle sprawnie
42. Kornel Makuszyński „Bezgrzeszne lata” (1925). Im jestem starszy, tym staję się coraz bardziej sentymentalnym głupcem, który rozczula się na samą myśl o przeszłości. Dlatego tak kocham wspomnienia literackie z dzieciństwa, takie jest ta wspaniała opowieść o małym Kornelku.
41. Eustachy Rylski „Warunek” (2005). Gdyby to był konkurs na najszybciej przeczytaną książkę, to powieść Rylskiego byłaby w ścisłej czołówce, bo połknąłem ją w niecałe cztery godziny pewnej nocy 20 lat temu. Ależ mnie ta opowieść o dwóch napoleońskich żołnierzach
40. Janusz Zajdel „Limes inferior” (1982). Wiem, że chcieliście więcej Zajdla – oto i on, najlepszy i moim zdaniem najbardziej aktualny. Oczywiście, większość jego książek ma sporą dozę aktualności, bo to jednak świat ochoczo zmierza i lubi te kierunki, ale uważam, że
39. Antoni Gołubiew „Bolesław Chrobry” (1947–1974). Duża rzecz bez żadnych wątpliwości, czytałem z ogromnym przejęciem jako młody człowiek, wyobraźnia pracowała tak mocno, że prawie widziałem tego dzika, który z kniei wychynął na początku pierwszego tomu. Chciałbym żebyśmy się
38. Hanna Malewska „Przemija postać świata” (1954). Druga powieść pisarki w zestawieniu, ale choć wciąż historyczna, to nieco odmienna. Po pierwsze – tam był mikroświat średniowiecznego miasta, tu – szeroki plan Italii w VI wieku rządzonej przez Ostrogotów; tam – skupienie na
37. Witold Gombrowicz „Trans-Atlantyk” (1953). Od razu uprzedzam, żeby nie było pytań – to jedyna powieść Gombrowicz na liście. Że nie lubię? Nie, to nie to, po prostu uważam, że w przypadku akurat tego autora, to w sumie jego postać jest ciekawsza niż to, co napisał. To
36. Henryk Sienkiewicz „Quo vadis” (1896). Umieszczenie Sienkiewicza tuż przed Gombrowiczem to oczywiście zamierzona rzecz, choć ja się zgadzam z autorem „Ferdydurke”: „Potężny geniusz! – i nigdy chyba nie było tak pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego. To Homer drugiej
35. Stanisław Ignacy Witkiewicz „Pożegnanie jesieni” (1927). Wracam do naszego szalonego demiurga sztuki i znów upajamy się dekadencją sącząca się z niemal z każdej wydrukowanej literki w tym wielkim dziele niebanalnego umysłu. Proza Witkacego jest tak bogata i złożona, że trudno
34. Czesław Miłosz „Dolina Issy” (1955). Miłosz to według mnie największy poeta języka polskiego w XX wieku (nie polski, polskiego języka – to ważne zastrzeżenie!), ale przecież i w eseistyce się wyrabiał i w powieści też. Czego najlepszym przykładem ta poetycka opowieść osnuta
33. Stanisław Rembek „Wyrok na Franciszka Kłosa” (1947). Nie wiem czy to nie jest najlepsza polska rzecz o okupacji, bo mamy oczywiście literaturę obozową, martyrologiczną, wojenną, ale tu dotykamy takich zwykłych spraw, choć zwykłych właśnie w okupacyjnej rzeczywistości.
32. Józef Mackiewicz „Droga donikąd” (1955). Debiut powieściowy Mackiewicza, który od pierwszych słów zachwyca – bo choć to opowieść wojenna, polityczna nawet, to przecież przesycona pięknym naturalnym światłem i prowadzona wspaniałym stylem. Zresztą, zrobię wyjątek i po prostu
31. Stefan Żeromski „Popioły” (1902–1904). No z Żeromskim to mam jakiś problem, bo oczywiście szanuje dorobek, ale jakoś tak trudno wyłuskać rzeczy absolutnie wybitne w jego twórczości – poza tym. Mit napoleoński, z którego zostaje popiół na czakach (dobrze piszę, to były czaka
30. Henryk Sienkiewicz „Pan Wołodyjowski” (1887–1888). Teraz polecimy ciurkiem w sumie, bo choć chciałem nawet całą trylogię wrzucić jako jeden utwór, to jednak rozdzieliłem, bo przecież różnie oceniam poszczególnie części. A to właśnie z Małym Rycerzem miałem zawsze największy
29. Henryk Sienkiewicz „Ogniem i mieczem” (1884). Nie jest tak, że rzucałem monetą by wybrać najlepszą cześć trylogii, ale było trudno i znów zadecydowała… postać główna. Skrzetuski to super chłop, podziwiam, szanuję, wspaniała postać, ale…
28. Henryk Sienkiewicz „Potop” (1886)… Kmicic wspanialsza. Boże, to jest tak polski Polak, że koszula pęka na grzbiecie – od bandy do bandy, od zabijaki do „ran ci całować nie godna”. I ja oczywiście nie chcę się rozwodzić za bardzo na trylogią, bo tu raczej tylko oczywistości
27. Jarosław Iwaszkiewicz „Sława i chwała” (1956-1962). Chyba najwspanialsza polska saga rodzinna osadzona na tle historii nawet nie tyle samej Polski, co całej Europy, ze szczególnym uwzględnienie jej wschodnich terenów. Życie jednostek miesza się tu z dziejami miejsca i
26. Maria Dąbrowska „Noce i dnie” (1931–1934). Tu podobnie jak z filmową adaptacją – kiedyś nie lubiłem, unikałem, uważałem, że to nudy, ale przełamałem się i przekonałem, że to rzecz bardzo dobra, niezwykle ciekawa i jednak mądra, tak życiowo mądra. I może to jest jednak
25. Florian Czarnyszewicz „Nadberezyńcy” (1942). Mam takie wrażenie, że przeczytałem tę książkę jeszcze przed wybuchem (no, malutkim wybuszkiem, trzymajmy miarę, bo to wciąż nisza jednak) popularności autora i jego w sumie zdumiewającego sukcesu zza grobu. I miałem wrażenie, że
24. Teodor Parnicki „Tylko Beatrycze” (1962). Autor, podobnie jak Malewska, poznany późno, choć oczywiście znałem go od dawna z opracowań i odniesień, ale zawsze bałem się, że za głupi jestem na takie intelektualne zabawy literacko-historiograficzne. I okazało się, że trochę za
23. Stanisław Lem „Powrót z gwiazd” (1961). Dobra, wyobraźmy sobie, ze Sławosz Uznański-Wiśniewski spędził w kosmosie nie kilka dni, ale ponad sto lat i wrócił na Ziemię zupełnie zmienioną, która jego powrotem tak naprawdę zupełnie się już nie interesuje, bo kosmos dawno zdobyty
22. Józef Mackiewicz „Lewa wolna” (1965). Obok powieści Rembeka pewnie najlepszy obraz wojny polsko-bolszewickiej, Mackiewicz też nie bawi się w półśrodki, a mówiąc językiem żołnierskim, bo czasem trzeba i warto - nie pierdoli się w tańcu. Autor nie patrzy na dystynkcje, nie
21. Sergiusz Piasecki „Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” (1937). Coś za mocno ciągnie mnie na przedwojenną granicę polsko-sowiecką, ale co ja poradzę, że kocham tę powieść. Dla mnie to chyba najwspanialsza przygoda powieściowa w historii naszej literatury, która w dodatku jest
20. Leonard Buczkowski „Czarny potok” (1954). Pierwsza 20. i robi się już naprawdę gęsto i ciasno - a ta książka pasuje do tych określeń idealnie. Pisałem o niej na profilu i sobie trochę pomogę: „Ileż ja się o tej książce naczytałem: że trudna, że chaotyczna, że niezrozumiała,
19. Melchior Wańkowicz „Szczenięce lata”. (1934). Nie za dużo tych powrotów do dzieciństwa? Ano nigdy ich za dużo, bo tym razem autor, w cudownej pod względem językowym i stylistycznym gawędzie, zabiera nas w niemal hyperlinkową opowieść o swych pacholęcych latach spędzonych w
18. Bolesław Prus „Faraon” (1897). Jedna z najbardziej uniwersalnych naszych klasycznych powieści, bo tematyka taka, że cały świat może czytać i podziwiać. Powieść ta to powinien być rodzaj sztafety pokoleniowej, bo trzeba ją czytać stale w kolejnych dekadach, by przypominać
17. Władysław Reymont „Ziemia obiecana” (1899). Z pewnością najlepsza polska powieść o kiełkującej nowoczesności i rodzącym się kapitalizmie, który nazywany bywa dzikim, ale moim zdaniem to ma dwa znaczenia. Owszem, dziki, bo drapieżny, bo zachłanny i czasem złodziejski, ale ta
16. Zofia Kossak-Szczucka „Krzyżowcy” (1935). Gdyby Ridley Scott czytał tę ogromną i wspaniałą powieść, to na pewno zrobiłby lepszy film niż „Królestwo Niebieskie”, jestem o tym przekonany, ale to anglosaski ignorant i się nie zna. Nie jestem może wielkim specjalistą od powieści
15. Leopold Tyrmand „Zły” (1955). W momencie wydania była to z pewnością najbardziej amerykańska rzecz, którą można było zobaczyć od Berlina Wchodniego do Władywostoku – genialna korzystanie z najlepszych wzorców popkultury rodem z USA, ale przeniesionej do naszej, przaśniej,
14. Stanisław Lem „Głos Pana” (1968). Zawsze lubiłem film „Kontakt”, nawet wrzucałem niedawno scenkę z przemówieniem Hitlera, ale to powieść Lema jest najlepszą rzeczą o łączności z obcymi lub inaczej - o możliwym kontakcie z KIMŚ STAMTĄD. Genialna rzecz na tak wielu poziomach,
13. Edward Stachura „Siekierezada” (1971). Słuchajcie wkraczamy w rejony takiej literackiej intymności wręcz, tu już nie tylko walory pisarskie mają znaczenie, ale też coś więcej. Przy „Całej jaskrawości” wspominałem, że bałem się powrotu do Stachury, bo w liceum byłem wielkim
12. Józef Wittlin „Sól ziemi” (1935). To prawdopodobnie największa zapomniana polska powieść, która jest niezwykle ujętą opowieścią o Piotrze Niewiadomskim, synu Hucułki i nieznanego Polaka, analfabecie i prostaczku, którego dopada Wielka Wojna. To niby taki polski Szwejk, ale
11. Teodor Parnicki „Aecjusz, ostatni Rzymianin” (1937). Kolejny potężna rzecz od Parnickiego – zawiodą się ci, którzy oczekują wielu scen batalistycznych (toż to o wodzu!) czy wartkiej akcji lub przygodowego zacięcia – dostajemy w zamian poważny, literacki traktat biograficzny o
10. Józef Mackiewicz „Nie trzeba głośno mówić” (1969). „Pisarz dla dorosłych” – tak Grzegorz Eberhardt zatytułował swoja biografię Mackiewicza, a ja chyba dopiero po tej książce zrozumiałem o co w tym chodzi. Niezwykle celna, smutna, a momentami też przerażająca suma polskich
9. Wiesław Myśliwski „Kamień na kamieniu” (1984). Proza Myśliwskiego to jest coś takiego, że jakiś spokojny, starszy człowiek siedzi sobie na zydelku i snuje prostą, ale niezwykle piękną i mądrą opowieść o życiu, śmierci, pamięci i tym wszystkim, co sprawia, że świat się toczy
8. Stanisław Ignacy Witkiewicz „Nienasycenie” (1930). Teraz napiszę chyba coś głupiego, ale trudno – macie na pewno coś takiego (jeśli nie macie musze iść szybko do specjalisty), że są takie chwile, gdy osoby, które są wam bardzo bliskie macie ogromną ochotę tak potężnie


































































