PrzewodzikFilmowy (ranking) 50 najlepszych filmów science-fiction według Przewodzika Całkiem niedawno zapowiadałem, że na moim profilu pojawi się szereg rankingów i list pod wspólna nazwą „50 best of”, w których przyjrzę się gatunkom i rodzajom literackim oraz filmowym. Na
50.„Zakazana planeta”, reż. Fred M. Wilcox (1956). Ranking zaczynamy sympatyczną ramotką, a jej obecność na liście to tak naprawdę hołd dla wszystkich tych, najczęściej złych lub bardzo złych, filmów sci-fi z lat 50. i 60., które jednak mimo swoich wielkich niedostatków
49. „Piąty element”, reż. Luc Besson (1997). Ta futurystyczno-barokowa bombonierka to pewnie jeden z ostatnich dobrych filmów francuskiego reżysera, a szkoda, bo jego dezynwoltura z lat 90. przydałaby się na nudnym obecnie rynku fantastycznym. I ja wiem, że tu wszystkiego jest
48. „Tajemnica Andromedy”, reż. Robert Wise (1971). Trzeci film i od razu hard-science i to naprawdę hard – tu wiele minut spędzamy w laboratorium słuchając o aminokwasach i obserwując pracę badaczy. Wiadomo, film nie broni się efektami specjalnymi i wizualnie się zestarzał, ale
47. „Wojna światów – następne stulecie”, reż. Piotr Szulkin (1981). Polskie próby sci-fi były nieliczne i raczej nieudane (Piestrak to jednak kwestia osobna, a i „Seksmisję” też traktuję inaczej i nie ma jej w zestawieniu), ale był jeden twórca, który dzięki ucieczce w
46. „Świat na drucie” reż. Rainer Werner Fassbinder (1973). Pewną misją tych moich rankingów i w ogóle pisaniny na X jest także to, żeby przypominać o rzeczach mniej znanych lub zapomnianych, a jednak wartych uwagi. Taki jest na pewno telewizyjny (rzadko to robię, tu wyjątek, bo
45. „Equilibrium”,reż. Kurt Wimmer (2022). Okolice przełomu tysiącleci to był wysyp filmów o technice, informatyce i tym, co może nas czekać w przyszłości, ale wiele z tych obrazów szybko zniknęło z radarów, bo po prostu nie przetrwały próby czasu. Z tym filmem jest moi9im
44. “Brazil”, reż. Terry Gilliam (1985). Ja generalne z Gilliamem i jego filmami mam pewien problem, no ale ciężko przejść obojętnie wobec takich wariackich filmów jak ten. Ok, tu pewnie niektórzy będą podważali science-fictionowatość tego obrazu, ale kurczę nie zgodzę się – jest
43.„Gattaca - Szok przyszłości”, reż. Andrew Niccol (1997). Co świadczy o tym, że film sci-fi jest dobry? Oprócz oczywiście scenariusza, dobrej reżyserii, zdjęć, aktorstwa, itp., itd., to moim zdaniem jeszcze taka drobna kwestia jak aktualność spraw, o których traktuje.
42. „Grawitacja”, reż. Alfonso Cuarón (2013). Oglądanie „Grawitacji” w kinie to była dla mnei absolutnie czysta radość obcowania z dziełem filmowym – to co zrobili tu wizualnie reżyser i odpowiedzialny za zdjęcia Emmanuel Lubezki to jest coś zupełnie przekozackiego i chyba nikt
41. „Ostatnia walka”, reż. Luc Besson (1983). Nie wiem, czy ktoś spodziewał się w rankingu pełnometrażowego debiutu Bessona, ale to pewnie dlatego, że pewnie większość go nie widziała. A moim zdaniem warto, bo to ciekawy pod wieloma względami obraz pokazujący świat po
40.“O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji”, reż. Piotr Szulkin (1984). Drugi w zestawieniu film reżysera i drugi polski, ale więcej już będzie. To z pewnością najdojrzalsze dzieło Szulkina, które do dziś wciąż intryguje i wzbudza szacunek za chodzenie przez tego twórcę własnymi
39. „Fahrenheit 451”, reż. François Truffaut (1966). Było kilka adaptacji powieści Raya Bradbury’ego, ale to właśnie ta francuskiego reżysera jest najlepsza i wcale nie chodzi o pierwszeństwo w ekranizacji. I znów, jak przy wielu starych filmach, trzeba przymknąć oko na stroje
38.„Predator”, reż. John McTiernan (1987). Pora na trochę prawdziwej filmowej radochy, bo ten film jest dokładnie taki, jakim chce być, absolutnie niczego nie udaje i nie ma żadnych pretensji, by być „ambitnym kinem". Doskonałe jest tu zrozumienie tego, po co się coś robi i dla
37. „Mroczne miasto”, reż. Alex Proyas (1997). Techno-noir, który, gdyby miał nieco więcej szczęścia, byłby odrobinę nieco bardziej „sexy” filmowo, a być może gdyby zrobił go nieco lepszy reżyser, byłby dziś prawdziwy klasykiem równym „Matriksowi” (ten „Matrix” to w rankingu
36. „Ulepszenie”, reż. Leigh Whannell (2018). Ten australijski, w sumie niszowy i chyba dość mało znany film, był w dla mnie ostatnich latach jedną z najfajniejszych niespodzianek filmowych, szczególnie właśnie jeśli chodzi o kino sci-fi, rozumiane szeroko (na profilu jest jego
35.„Dystrykt 9”, reż. Neill Blomkamp (2009). Z pewnością jeden z najlepszych filmów o kosmitach, przynajmniej w XXI wieku, który zaskakuje przede wszystkim podejściem do tematu – półdokumentalna stylistyka, w dodatku z dużą ilością dowcipu, naprawdę działa bardzo przyjemnie i
34.„Ucieczka z Nowego Jorku”, reż. John Carpenter (1981). Film legenda, dla mnie też jak najbardziej i w zasadzie na tym można zakończyć uzasadnianie tego wyboru. Doskonały klimat post-apokaliptycznej Ameryki, który tłumaczy tu wszystko, nawet największe mielizny scenariuszowe i
33. „Na skraju jutra”, reż. Doug Liman (2014). Pamiętam, że podchodziłem do tego filmu jak do jeża, niby chciałem go zobaczyć, ale tak nie do końca, w końcu miał być wypełniaczem, a tu… bum! No obok „Dnia Świstaka” chyba najlepsze wykorzystanie zapętlenia czasowego jakie
32.„12 małp”, reż. Terry Gilliam (1995). Mówiłem już, że mam problem z filmami Gilliama? No mówiłem, ale co z tego, jak już drugi umieszczam w rankingu. No właśnie, bo to jest doskonały przykład jego kina – umówmy się, to jest kompletny, przepraszam za wyrażenie, pierdolnik
31.„Alphaville”, reż. Jean-Luc Godard (1965). Już coś dzisiaj wspominałem o społeczeństwie, w którym nie ma uczuć i emocji? No właśnie, a to przecież wszystko zaczęło się od potężnego komputera Alpha 60, który zarządza całą galaktyką i zabrania „mieć serce i patrzać w serce”. W
30.„Droga”, reż. John Hillcoat (2009). Jeśli sądzicie, że to najsmutniejszy film w moim zestawieniu, to jesteście blisko, ale jednak nie – będzie obraz bardziej przygnębiający. Ale i tu empatia widza wystawiona jest duże fale emocjonalne, bo ciężko znieść to, co widać na ekranie.
29. „Park Jurajski”, reż. Steven Spielberg (1993). Sci-fi nowej przygody, w której to dinozaury są najważniejsze, a nie kosmici. Film absolutnie przełomowy, który każdy widział i każdy lubi – czego tu bowiem nie lubić? Nauka w służbie ludzkości, ale nauka jest jak nóż, którym
28.„Marsjanin”, reż. Ridley Scott (2015). W sumie to jest taki Scott jakiego lubię najbardziej – czyli będącego jak najdalej od kina historycznego i robiącego to, co mu od zawsze wychodziło najlepiej, czyli sci-fi (no, oprócz „Prometeusza” rzecz jasna). Złośliwcy mogą oczywiście
27. „Listy martwego człowieka”, reż. Konstanty Łopuszański (1986). Zatem macie oto najbardziej przygnębiający i depresyjny film nie tylko tego zestawienia, ale być może w całej historii kinematografii. I doprawdy nie dziwię się, że rzecz tak dołująca powstała właśnie w ZSRS w
26.„Ikaria XB-1”, reż. reż. Jindřich Polák (1963). Zdecydowanie za mało znany czechosłowacki film oparty na „Obłoku Magellana”, który tak naprawdę jest, mam takie mocne przekonanie, chyba jednak najlepszą adaptacją prozy fantastycznej Stanisław Lema (prozy w ogóle jest oczywiście
25. „Kocham cię, kocham cię”, reż. Alain Resnais (1968). To jest moja prywatna lista i uważam, że mam prawo by umieścić na niej pewne swoje ekstrawagancje – ten film (i następny) do nich należy. No, ale mam ogromną słabość do dawnych francuskich reżyserów i ich wpływu na
24.„Twarz innego”, reż. Hiroshi Teshigahara (1966). Tak jak napisałem przy poprzednim filmie – kolejna mała ekstrawagancja, bo tu też dyskusje czy jest to film sci-fi też pewnie będą gorące – obraz zawiera elementy fantastyczno-naukowe, ale daleko tu do klasyki gatunku (mam też i
23.„Moon”, reż. Duncan Jones (2009). Mało jest naprawdę dobrego kina hard science-fiction, które łączyłoby ciekawą fabułę z choć odrobiną prawdopodobieństwa naukowego. A że ja takie kino bardzo lubię, to obraz Jonesa musiał znaleźć się na mojej liście, bo w dużym stopniu spełnia
22.“Blade Runner 2049”, reż. Denis Villeneuve (2017). Dla mnie film paradoks, bo choć wciąż nie do końca mnie przekonuje, to i tak uważam, że to jeden z najlepszych obrazów sci-fi XXI wieku – stąd tak wysoko na liście. Wszystko oczywiście dlatego, że jest to sequel i to dzieła,
21. „Coś”, reż. John Carpenter (1982). To będzie pewnie najkrótszy opis w rankingu, bo co tu się rozpisywać, skoro po prostu w kategorii horroru science-fiction dziejącego się na lodowej pustyni nie było, nie ma i prawdopodobnie nie będzie lepszego filmu niż "The Thing" – kocham






























